Top
Stig Björkman: własnymi słowami – Szwedzki Stół Filmowy
fade
3921
post-template-default,single,single-post,postid-3921,single-format-standard,eltd-core-1.1.1,flow-ver-1.3.6,,eltd-smooth-page-transitions,ajax,eltd-blog-installed,page-template-blog-standard,eltd-header-type2,eltd-sticky-header-on-scroll-up,eltd-default-mobile-header,eltd-sticky-up-mobile-header,eltd-dropdown-default,wpb-js-composer js-comp-ver-5.0.1,vc_responsive

Stig Björkman: własnymi słowami

Stig Björkman: własnymi słowami

Stig Björkman pracuje w szwedzkim przemyśle filmowym od ponad 60 lat. Uznanie w branży zdobył szczególnie jako reżyser filmów fabularnych i dokumentalnych, krytyk filmowy, pisarz.

Swoją karierę zaczynał na łamach magazynu filmowego „Chaplin” w wieku 24 lat. Przetłumaczył na język szwedzki ponad 300 filmów. Publikacji doczekały się wywiady, które przeprowadził z największymi twórcami kina: Ingmarem Bergmanem, Woodym Allenem, czy Larsem von Trierem. To za sprawą jego filmu dokumentalnego „Ingrid Bergman: własnymi słowami” aktorka stała się twarzą festiwalu filmowego w Cannes w 2015 roku. Film można było zobaczyć w ramach sekcji „Spojrzenie na Szwecję” w czasie 56. edycji Krakowskiego Festiwalu Filmowego, a nam udało się porozmawiać z reżyserem!

Na pewno wiele pytań padło już na temat pana filmu dokumentalnego, więc my chciałybyśmy zacząć od podróży w czasie… Kiedy zaczęło się pana zainteresowanie filmem?

Bardzo wcześnie, kiedy byłem małym chłopcem. Wybrałem się z rodzicami na jakiś amerykański film. Nie pamiętam, co to dokładnie było, chyba jakiś musical. Tak to się zaczęło. Na początku chciałem być aktorem. Życie napisało własny scenariusz.

 

Rozpoczynał pan swoją przygodę z filmem w latach 60 – jak wtedy wyglądał szwedzki przemysł filmowy?

To była bardzo ważna dekada. W 1964 powstała Szwedzka Szkoła Filmowa, równocześnie założono też Szwedzki Instytut Filmowy. Przyznam, że kiedy rozważałem aplikowanie do szkoły filmowej jeszcze przed powstaniem ośrodka w Szwecji, myślałem o kształceniu się w Rzymie, Moskwie, lub Łodzi, które miały w owym czasie najlepsze szkoły w tej części świata. W końcu zostałem w Skandynawii, ale do Łodzi mam szczególny sentyment. Wybrałem się tam w ramach wymiany studenckiej na krótką wycieczkę. To właśnie tam po raz pierwszy zobaczyłem „Obywatela Kane’a“ w reżyserii Orsona Wellesa. Dopiero później można było go zobaczyć w Szwecji. Inspiracje z niego czerpię do dzisiaj.

 

Swój pierwszy film pełnometrażowy pokazywał Pan w Cannes już w 1968 roku w ramach szwedzkiej sekcji. To była wyjątkowa edycja, prawda?

Tak, zdecydowanie. Majowa rewolta twórców francuskiej Nowej Fali wprowadziła wielkie zamieszanie w Cannes. Pamiętam, że Polański zrezygnował z udziału w obradach jury. Mój film „I Love, You Love” pokazywany był ostatniego dnia festiwalu. Zobaczył go amerykański producent Jack Jordan, który po obejrzeniu go miał dla mnie kilka cennych sugestii m.in. żebym kolejny film nakręcił z udziałem czarnoskórej aktorki. Tak zacząłem pracę nad „Georgia, Georgia” o znanej wokalistce, która przylatuje do Sztokholmu i zakochuje się w amerykańskim dezerterze wojennym, których pełno było wtedy w Sztokholmie ze względu na wojnę w Wietnamie. Film wziął udział w Berlińskim Festiwalu Filmowym.

 

Georgia, Georgia, reż. Stig Björkman

 

Scenariusz do „Georgia, Georgia” napisała Maya Angelou i to chyba pierwszy przypadek, kiedy za tę część filmu odpowiada czarnoskóra kobieta. To jak na tamte czasy odważny krok – skąd ten pomysł?

To była sugestia właśnie Jacka Jordana. Byłem bardzo zadowolony z tej współpracy. Maya Angelou to bardzo ważna postać w kulturze amerykańskiej. Wiecie, że kiedy Obama został zaprzysiężony 8 lat temu, to właśnie ona recytowała wiersz przed zgromadzonym pod Kapitolem tłumem? To wielkie wyróżnienie dla twórcy.

 

Tak jak i nagroda za rolę w Pana filmie dla Harriet Andersson na festiwalu filmowym w Moskwie w 1975 roku. Andersson należy do grona tzw. „bergmanowskich” aktorek – skąd pomysł, żeby to ona zagrała główną rolę w „The White Wall”? Czy ma to coś wspólnego z książką o Bergmanie, którą napisał Pan kilka lat wcześniej?

Nie, Harriet znałem dużo wcześniej i zawsze byłem wielkim fanem jej talentu. Zapytałem kiedyś, czy zgodziłaby się zagrać w moim filmie. Powiedziała, że tak, a ja w głowie zacząłem układać scenariusz z rolą specjalnie dla niej. Tak powstał film „The White Wall”. To historia kobiety, która właśnie się rozwiodła. Widz ma okazję spędzić z nią jeden dzień, kiedy kobieta próbuje odnaleźć się w nowej sytuacji. Jestem bardzo zadowolony z tego filmu. Jeśli chodzi o nagrodę dla Harriet, to wiąże się z tym pewna anegdota. Dwa dni przed wręczeniem nagrody dostaliśmy telefon, że przypadnie ona w udziale właśnie Harriet, która miała w związku z tym pojawić się na ceremonii wręczenia, aby odebrać statuetkę. Niestety miała w tym czasie jakieś inne zobowiązania. Zdecydowałem, że wyręczę ją, co też nie było łatwym zadaniem. Byłem wtedy na urlopie na jednej z greckich wysp i okazało się, że wyprawa do Moskwy był wyzwaniem logistycznym także dla mnie.

 

The White Wall, reż. Stig Björkman/ fot. gamlebyfilmfestival.se & nordicposters.com 

 
Harriet Anderrsson jest ikoną kina szwedzkiego, a skoro już o takich mówimy, to nadszedł moment na pytania o Pana najnowszy dokument „Jag är Ingrid”. Pomysł na  film pojawił się na festiwalu w Berlinie, gdzie Isabella Rosellini (córka aktorki ze związku z włoskim reżyserem Roberto Rosellinim) zapytała, czy nie zechciałby Pan nakręcić filmu o jej mamie. Jak można zauważyć patrząc na tegoroczny program Krakowskiego Festiwalu Filmowego – zgodził się Pan.

Tak właśnie było, a ja zgodziłem się chętnie, bo dlaczego nie. Czytałem wcześniej biografię Bergman, znałem kilka jej filmów – chociaż wyprzedzając następne potencjalne pytanie – nie, nie mam żadnego ulubionego z jej udziałem. To tak samo jak z filmami Ingmara Bergmana. Chociaż pisałem o nim, robiłem też o nim filmy, nie jestem w stanie odpowiedzieć na tak postawione pytanie.

 

Skupimy się w takim razie na filmie, z którym przyjechał  pan do Krakowa. To dokument bardzo osobisty. Poznajemy bardzo dużo szczegółów z życia aktorki i możemy obejrzeć niezwykłe materiały archiwalne – jak udało się Panu dotrzeć do tej dokumentacji?

Sporo czasu spędziłem w Stanach w bibliotece Uniwersytetu w Connecticut, gdzie znajdowało się całe archiwum materiałów związanych z Ingrid. Nie wiem, czy to nie Martin Scorsese, który był ówczesnym partnerem Isabelli zasugerował jej, aby właśnie tam przechowywała materiały matki po jej śmierci. Spędziłem tam bardzo dużo czasu oglądając, czytając. Kiedy pierwsza wersja była już gotowa, całkiem przez przypadek odkryłem zdjęcie z okresu jej kariery w Stanach, na którym Ingrid stała z kamerą. Wszystkie materiały, które znalazłem w archiwum pochodziły już z późniejszego okresu. Jednak to zdjęcie było dowodem na to, że musiała kręcić już wcześniej. Zadzwoniłem do Pii Lindström, pierwszej córki Ingrid z pytaniem, czy nie ma ona gdzieś jakiś materiałów z wcześniejszego okresu życia matki. Okazało się, że zostało jedno pudło, którego nigdy nie rozpakowała – pełne filmów. To był strzał w dziesiątkę! Te materiały zawierały dokumentację Ingrid sprzed okresu, kiedy wyjechała do Hollywood na zaproszenie Selznicka. Kręcenie filmów było jej pasją od najmłodszych lat, którą odziedziczyła po ojcu. Materiały pochodzą z dwóch rodzajów taśmy 8 i 16 mm. Przejrzeliśmy cały materiał i koncepcja filmu trochę się zmieniła. Szczególnie początek. Zaczynamy nie od momentu jej narodzin, ale od momentu chyba najbardziej dramatycznego w jej życiu – kiedy Ingrid miała 14 lat umiera jej ojciec. Dziewczynka zostaje sama na świecie i  prosi Boga by jej nie opuszczał.

 

Ingrid Bergman/ fot. ingridbergman.se

 

Pomimo tak trudnego początku Ingrid nie poddała się i dążyła do spełnienia marzeń o karierze filmowej. Udaje się jej i w wieku 23 lat płynie do Stanów, gdzie jej kariera rozkwita na dobre. To ciekawe, bo w międzyczasie jest też żoną i matką. Można powiedzieć, że jak na tamte lata zdecydowanie wyprzedzała swoje pokolenie. Była niezwykle inspirującą postacią.

Zdecydowanie, można nazwać ją takim pierwowzorem nowoczesnej kobiety, która próbuje godzić życie zawodowe z rodzinnym i chociaż nie zawsze, a nawet często było to niemożliwe, to Ingrid miała w sobie tyle uroku, że jakoś jej się udawało. Jej dzieci w materiale mówiły, że ludzie lgnęli do niej, a one same bardzo chciały spędzać z nią czas i żałują, że nie było tego czasu wystarczająco dużo.

 
Skoro mówimy już o dzieciach – jaki był ich wkład, czy ingerencja w powstanie tego filmu?

Właściwie żaden. Miałem wolną rękę.

 

 Fot. http://iris.theaureview.com

 

To spory kredyt zaufania, a przy tym ogromna odpowiedzialność.

Tak, ale to nie miał być wyidealizowany portret. Bazując na materiałach, którymi dysponowałem, rozmowach z dziećmi Ingrid, czy twórcami z którymi pracowała, pokazałem jej historię taką jaka była. Silnej kobiety, Szwedki, która odniosła sukces w świecie filmowym. Sam jestem dla niej pełen podziwu. Ten film pokazuje jej historie opowiedzianą przez jej listy, zapiski, filmy. Tylko głos jest nie jej, a Alicii Vikander.

 
Tegorocznej zdobywczyni Oscara, która jest pierwszą Szwedką po Ingrid  z takim sukcesem na koncie. Chociaż wydaje się, że wybrała trochę inną ścieżkę zawodową niż Ingrid (przypominamy: Vikander to nowa Lara Croft).

Nie do końca to rozumiem, ale wiem, że Alicia jest niezwykle utalentowaną młodą aktorką. Bardzo zależało jej na udziale w moim projekcie i specjalnie na nagrania przylatywała regularnie do Szwecji. Podobają mi się jej role w filmach Lisy Langseth, która jest jedną z najciekawszych reżyserek nowego pokolenia. Ciężko powiedzieć w którą stronę ostatecznie pójdzie kariera Alicii, ale na pewno bacznie będę się jej przyglądał i trzymał za nią kciuki.

 

Zobaczcie trailer do filmu Ingrid Bergman: własnymi słowami

 Rozmawiał: Szwedzki Stół Filmowy

Szwedzki Stół Filmowy