Top
Supertjejer – Ewa Mos – Szwedzki Stół Filmowy
fade
4132
post-template-default,single,single-post,postid-4132,single-format-standard,eltd-core-1.1.1,flow-ver-1.3.6,,eltd-smooth-page-transitions,ajax,eltd-blog-installed,page-template-blog-standard,eltd-header-type2,eltd-sticky-header-on-scroll-up,eltd-default-mobile-header,eltd-sticky-up-mobile-header,eltd-dropdown-default,wpb-js-composer js-comp-ver-5.0.1,vc_responsive

Supertjejer – Ewa Mos

Supertjejer – Ewa Mos

Fot. Ewa Mos

 

W jednym z wywiadów sprzed kilku lat znalazłyśmy informację, że w przyszłości chciałabyś zostać magiczną syreną, piratem, skatem lub ninja. Któreś z wymienionych udało się zrealizować? 🙂

Chyba muszę sprostować! Chciałam być wszystkim naraz. Po części również wszystko udało się zrealizować. Mieszkam nad morzem, jeżdżę na desce i mam zamiar zapisać się na Aikido.

Jesteś z Krakowa, studiowałaś w Birmingham, a teraz mieszkasz w Kopenhadze, jak trafiłaś na Północ?

Kopenhagę znam od dziecka (niepotwierdzone źródła donoszą, że może nawet w Kopenhadze zostałam poczęta! I to by wiele tłumaczyło). Moja babcia mieszkała w tym pięknym nadmorskim mieście prawie 40 lat, a ja odkąd pamiętam spędzałam przynajmniej miesiąc podczas każdych wakacji właśnie tutaj. I już jako dziecko absolutnie zakochałam się w Skandynawii. Zawsze wydawało mi się, że niebo jest jakby wyżej, że otaczająca przestrzeń i świeże morskie powietrze dodają lekkości. Fascynowała mnie  mieszanka kulturowa i to, że ludzie wyglądają inaczej i mają świetne wyczucie stylu. Jakkolwiek źle to zabrzmi, zawsze byłam estetą, a tutaj wszystko jest ładne, nawet szyld masarni, czy miejski basen w zatoce.

 

Fot. Ewa Mos

 

Czyli już od małego wiedziałaś, że Skandynawia to twoje miejsce, jak udało Ci się to połączyć ze sztuką?

Duńska babcia bardzo ciężko pracowała i miała niesamowity talent manualny, była trochę artystką, zawsze mnie niesamowicie inspirowała, pachniała Danią. Ten zapach kojarzył mi się z czymś egzotycznym, miłym, zupełnie innym od polskiej rzeczywistości. Dlatego też już jako naprawdę mała dziewczynka, wiedziałam, że to w Kopenhadze jest moje miejsce i na pewno kiedyś tam zamieszkam. Po skończeniu szkoły plastycznej chciałam od razu jechać do Danii, niestety nie mówiłam po duńsku, a to był wymóg by zdawać na licencjat. Wtedy wyjechałam do Anglii, z trochę niecnym planem, że dzięki dyplomowi z zagranicznej uczelni łatwiej mi będzie dostać do mojej wymarzonej uczelni artystycznej w Kopenhadze – Det Kongelige Danske Kunstakademis Skoler for Arkitektur, Design og Konservering. Nie wiem czy to był główny czynnik, ale zadziałało i to straszne, jak czas ucieka, ale jestem absolwentem KADK z tytułem magistra Art&Design już od 2 lat.

 

Fot. Ewa Mos

 

Kopenhagę zdążyłaś dobrze poznać jako dziecko, zastanwiamy się, co było największym wyzwaniem, kiedy przeprowadziłaś się tam już jako dorosła osoba. Co Cię najbardziej zaskoczyło?

Tak, Kopenhagę oraz duńskie realia znałam jak własną kieszeń. Wiedziałam z czym się to je i jak sobie tutaj poradzić, nawet bez grosza przy duszy. I od zawsze kochałam to miasto bezwarunkowo, więc wtedy jedynie poczułam, że w końcu jestem tu gdzie powinnam. Jedyną rzeczą, która mnie naprawdę zaskoczyła i do której chyba nie da się przyzwyczaić jest kwestia mieszkania. Szukanie mieszkania zawsze jest wyzwaniem, ale w Kopenhadze znalezienie nawet pokoju graniczy z cudem, a znalezienie lokum w rozsądnej cenie to mission impossibe. Myślę, że to bezcenna informacja dla kogoś, kto ma zamiar tutaj zamieszkać. W Kopenhadze się nie wybrzydza, bierzesz, co jest i całujesz właściciela po stopach. Trzeba mieć mega szczęście, włożyć w szukanie naprawdę dużo czasu, pracy oraz pieniędzy, bo jedyne sensowne strony, które i tak nie dają żadnej gwarancji, że znajdziesz cokolwiek, są płatne. Czas poszukiwań to minimum miesiąc/dwa, ale to wersja optymistyczna. Innym rozwiązaniem jest zapisanie się na listę mieszkań socjalnych, szkopuł w tym, że czas oczekiwania to od 5 do 7 lat. Aż mnie ciarki przechodzą na samą myśl!

A pamiętasz swój pierwszy dzień po przyjeździe do Danii?

Jeżeli jako ten dzień potraktować mój przyjazd na studia, to był to też pierwszy dzień nowej szkoły, czyli 1 września. Było zimno po deszczu, ale słonecznie. Jesień przychodzi tutaj już w sierpniu. Szkoła była piękna, miała drewniane podłogi. Wszyscy byli wyluzowani. Odbył się koncert duńskiego barda Povla Dissing.

 

Fot. Ewa Mos

 

Jacy są ludzie Kopenhagi? Jakie słowa najlepiej ich opisują?

Kopenhaga nauczyła mnie ogromnej otwartości i wystrzegania się stereotypów. Dlatego odpowiem trochę przewrotnie. Ludzie Kopenhagi są tacy sami, jak ludzie Szanghaju, Paryża, czy Krakowa. Każdy jest inny, Kopenhaga to trochę mały Londyn, spotykasz ludzi z całego świata, z różnych kultur i religii. Mnóstwo moich przyjaciół urodziło się tutaj, ale ma korzenie afrykańskie, latynoskie, tureckie, nie każdy Duńczyk jest bladym blondynem. Zawsze dementuję to, że Duńczycy są zdystansowani, tolerancyjni i wysocy. Znam też niskich Duńczyków, w dodatku rasistów.

Jak wygląda praca grafika w Kopenhadze, jesteś freelancerem?

Tak, obecnie jestem freelancerem. Dzięki temu mam więcej swobody jeśli chodzi o miejsce pracy. Robię dużo różnych rzeczy w obrębie branży kreatywnej. Myślę, że praca grafika nie różni się zbytnio od standardów tej profesji w innych krajach. O dziwo, stawki nie są bardzo wysokie, a rynek jest mały i trudny. Duńczycy przywiązani są do prostego, chłodnego stylu, a w sztuce do abstrakcji, trudno ich przekonać do czegoś innego. Jako grafik/ilustrator pracuję głownie za granicą. W Kopenhadze mam więcej zleceń video i fotograficznych.

Pracowałaś z różnymi markami znanymi w Polsce i na świecie, jak np. Umbro, Adidas, MISBHV czy House, czy masz na koncie współprace z jakimiś duńskimi markami?

Na razie cały czas nad tym pracuję! Tak jak wspomniałam, Skandynawowie przywiązani są do prostoty i surowości, a moje bazgroły zdecydowanie takie nie są  Mam na swoim koncie współpracę z genialnym magazynem Ud&Se, tworzonym przez duńskie koleje (tutaj pociągami porusza się po mieście jak u nas tramwajem). Pomimo tego, że gazeta jest dostępna darmowo dla podróżujących, to jest świetnie zrobiona zarówo pod względem artystycznym, jak i merytorycznym. Często też współpracuję z duńskimi muzykami oraz wytwórnią Universal Music Denmark.

 

Fot. Ewa Mos

 

W Twoim dotychczasowym dorobku można znaleźć prace street-artowe, czy ta forma istnieje w ogóle w takim uporządkowanym skandynawskim mieście jak Kopenhaga?

Oczywiście! To rzeczywiście trochę paradoksalne i właściwie kłóci się z tym, o czym mówiłam wcześniej, ale Kopenhaga to mekka street artu! Sztukę uliczną, graffiti oraz instalacje urbanistyczne można znaleźć na każdym krok. Miejscem, w którym street art się kumuluje jest Christiania i polecam odwiedziny tego miejsca nie tylko amatorom śmiesznych papierosów, ale także sztuki ulicznej właśnie. Od paru lat w Kopenhadze budowane są nowe linie metra. Każdy plac budowy, na terenie całego miasta, został odgrodzony zielonymi ‘ścianami’, które zostały udostępnione artystom. Wystarczyło się zgłosić ze swoją propozycja do zarządu metra i jeżeli projekt się spodobał, to miasto sponsorowało wszystkie materiały. Mnie też się to udało, ale niestety z powodów techniczno-fizycznych, nie udało mi się dokończyć projektu.

W jaki sposób Kopenhaga wpłynęła na Ciebie jako artystkę? Jakie inspiracje czerpiesz z miasta?

Nie mamy tyle czasu! A tak poważnie, to chyba najprościej będzie, jeżeli napiszę, że inspiruje mnie naprawdę wszystko w Kopenhadze. Między innymi dlatego nie wyobrażam sobie być gdzieś indziej. To miejsce to jedna wielka inspiracja. Poczynając od architektury, poprzez design, modę uliczną, kończąc na naturze, która niesamowicie wplata się w krajobraz miasta. W tym roku pierwszy raz widziałam zamarznięte morze i cholera, wow! Któryś z moich odwiedzających znajomych bardzo trafnie zauważył, że w Kopenhadze jest trochę jak na wsi, bardzo sielsko. Równocześnie jest tutaj mnóstwo nowoczesnych rozwiązań i to wszystko razem ma sens. Na mnie, jako twórcę, Skandynawia wpłynęła uspokajająco. Mam tendencję do eklektyzmu i nadmiaru. Teraz staram się pamiętać, że less is more i przemycać tę prostotę do swoich zwariowanych projektów.

 

Fot. Ewa Mos

 

Jakich wskazówek udzieliłabyś młodym artystom, którzy myślą o tworzeniu w Kopenhadze?

Szukajcie mieszkania, zanim jeszcze pomyślicie o przeprowadzce. Jest to super miejsce do życia i tworzenia, ale jak wszędzie, kariera artysty nie jest usłana różami. Warto pamiętać, że Kopenhaga jest bardzo mała, populacja Danii liczy tylko ok. 5 mln ludzi. To mega artystyczne miasto, idealne by w nim tworzyć, ale ciężko się przebić, a branża kreatywna jest dość hermetyczna, tutaj wszyscy się znają.

Sprawdzamy ile jest Danii w Ewie Mos – mówisz po duńsku? Praktykujesz hygge?

Trochę mówię! Jestem w stanie się porozumieć i ciągle się uczę. Najbardziej deprymujące jest to, kiedy mój tata z totalnie polskim akcentem jest rozumiany przez wszystkich, a ja wspinając się na Mount Everest wygibasów swoim aparatem mowy co chwilę słyszę ‘Co? Co mówisz?’. Oczywiście działa to w obydwie strony i ja też nie rozumiem ich. Ostatnio uznałam, że wystarczy trochę sobie pobełkotać pod nosem i w sumie wyjdzie na to samo. Prawda jest tez taka, że mam zdecydowanie za mało czasu na naukę, a w Kopenhadze, prawie każdy mówi perfekcyjnie po angielsku, również w mojej branży duński nie jest niezbędny, więc to trochę rozleniwia. Hygge oczywiście praktykuję, ale w sumie trudno tutaj tego nie robić. Jest to mega naturalne. Wszędzie są drewniane podłogi, przez pół roku jest ciemno, cóż pozostaje innego, niż spotkać się na wieczór gier planszowych przy blasku świec?

Oczywiście nie możemy nie zapytać o filmowe połączenia w twojej twórczości, a wiemy, że takie masz! Widziałyśmy plakat do filmu Supiria kultowego w latach 70. włoskiego reżysera horrorów Dario Argento. Czy jest coś jeszcze o czym możesz nam powiedzieć?

Nawet osoby, które mnie znają, mogą być zaskoczone faktem, iż studiowałam także scenografię. Spędziłam ponad pół roku w kopenhaskiej szkole filmowej, która jest wspaniała. Z tego co pamiętam, do szkoły dostaje się tylko 20 osób roczni! Bycie jej częścią to ogromny prestiż. Ale jest to odczuwalne. Miałam okazję poznać i współpracować z niesamowitymi ludźmi ze wszystkich dziedzin filmu, poczynając od dźwiękowców, przez operatorów, a kończąc na reżyserach. Podczas jednego z projektów musieliśmy stworzyć prawdziwy las w studio, było to nie lada wyzwanie, ale myślę, że podołaliśmy. Niestety film nie jest dostępny nigdzie online, zapraszam za to do obejrzenia teledysku wyreżyserowanego przez tę sama osobę, do którego stworzyłam tytułową grafikę:

Ulubiony duński film, reżyser lub serial?

Może będę mało oryginalna, ale mój ulubiony duński film to zdecydowanie Zakochani widzą słonie, czyli Voksne mennesker w oryginale. Niekoniecznie ulubiony, ale warty polecenia film to MÆND OG HØNS, bardzo dziwny i mega duński, z genialną scenografią, której twórcę miałam okazję poznać. Mój ukochany duński reżyser, którego również poznałam to Martin de Thurah – polecam jego teledysk do utworu, również duńskiego zespołu MEW Introducing Palace Players. Oczywiście cała jego twórczość jest również warta sprawdzenia.

Ostatnim serialowym odkryciem jest Rita. Ten serial jest naprawdę super, pomimo tego, że po każdym odcinku mam ochotę rozwalić telewizor, a tytułowa Rita doprowadza mnie do furii swoim życiowym zachowaniem. Duńczycy kochają naturalność, nie tylko w wyglądzie, ale także w pokazywaniu prawdziwego życia. Rita porusza ważne wątki, a poboczni bohaterowie dodają smaczku. Jest zabawny i mega gorzki zarazem. Przy tym fajnie pokazuje duńskie realia. Dostępny na Netflixie.

A jeśli chodzi o duńskich artystów? Kogo powinnyśmy poznać?

Najpopularniejszym duńskim artystą graffiti jest HUSK MIT NAVN, co oznacza „Pamiętaj moje imię”. Jest mega! Uwielbiam jego charakterystyczny styl, pomysłowość oraz kreatywność. Jest trochę jak Banksy, bo nikt nie wie jak wygląda, pomimo tego, iż jego prace zdobią mnóstwo miejsc w Kopenhadze. Realizuje też komercyjne projekty oraz wystawy grafik i malarstwa. www.huskmitnavn.dk/.

Warto wspomnieć także o ZUSA, który był prekursorem duńskiego street artu. Jego instalacje są bardzo charakterystyczne, przedstawiają interpretacje jego pseudonimu, wykonane w różnych technikach. Pomimo tego, że obecnie porusza się na wózku inwalidzkim, nie przestał tworzyć, dzięki jego pomocnikom, ciągle przybywa w mieście nowych ZUSA.

 

Ewa Mos tworzy w branży kreatywnej już od 10 lat. Głównie zajmuje się ilustracją i fotografią, pracowała także jako dyrektor artystyczny, ale to dla niej zdecydowanie za mało. Interesuje ją także street art, moda , video, malarstwo oraz scenografia – praktycznie każda artystyczna forma wyrazu jest jej bliska. Absolwentka Kopenhaskiej uczelni 
Royal Danish Academy of Fine Arts\KADK. W swoich pracach uwielbia łączyć dwie pasje, czyli fotografię i ilustrację, dzięki temu kreować zupełnie nową rzeczywistość, która przenika się z wyobraźnią.
FB: www.facebook.com/ewamos666/ (Ewa Mos Illustrations)
insta: @ewamos
Szwedzki Stół Filmowy