Top
Jane Magnusson: Odrobiłam moją lekcję z Bergmana – Szwedzki Stół Filmowy
fade
4352
post-template-default,single,single-post,postid-4352,single-format-standard,eltd-core-1.1.1,flow-ver-1.3.6,,eltd-smooth-page-transitions,ajax,eltd-blog-installed,page-template-blog-standard,eltd-header-type2,eltd-sticky-header-on-scroll-up,eltd-default-mobile-header,eltd-sticky-up-mobile-header,eltd-dropdown-default,wpb-js-composer js-comp-ver-5.0.1,vc_responsive

Jane Magnusson: Odrobiłam moją lekcję z Bergmana

Jane Magnusson: Odrobiłam moją lekcję z Bergmana

Zmierzenie się z dorobkiem artystycznym Ingmara Bergmana to bez wątpienia duże wyzwanie. Jeszcze większe, jeśli historię twórczości szwedzkiego reżysera przeplata się z wątkami z jego życia prywatnego, które można określić wieloma przymiotnikami – nudne na pewno nie jest jednym z nich. Tego na pozór niemożliwego zadania podjęła się szwedzka reżyserka Jane Magnusson, która w filmie Bergman. Rok z życia bierze pod lupę przełomowy w karierze twórcy rok 1957. Film miał swoją premierę na festiwalu w Cannes, jest nominowany do Europejskich Nagród Filmowych i zbiera mnóstwo recenzji – zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych. Nie tak dawno miałyśmy przyjemność porozmawiać z reżyserką podczas jej wizyty na wrocławskim festiwalu filmowym Nowe Horyzonty. 

 

 

Jakie jest Twoje pierwsze wspomnienie związane z Ingmarem Bergmanem?

Wydaje mi się, że pierwszy raz usłyszałam o nim, kiedy w szwedzkiej telewizji pokazywano Milczenie. Moi rodzice obejrzeli film i potem długo o nim dyskutowali. Na koniec zgodnie uznali, że jest zupełnie niedorzeczny. Sama obejrzałam film kilka lat później i nie rozumiałam, dlaczego się im tak nie podobał.

Kadr z filmu Milczenie, reż. Ingmar Bergman. Foto: newyorker.com

 

A jak to się stało, że jego postać zajęła też miejsce w twoim życiu zawodowym?

Wszystko zaczęło się od sześciogodzinnego miniserialu, który miałam nakręcić dla szwedzkiej telewizji. Nagrywaliśmy go na wyspie Fårö, między innymi w domu Bergmana. Zaprosiliśmy wybitnych reżyserów i reżyserki: Claire Denis, Alejandro Gonzáleza Iñárritu, czy Michaela Haneke. Pierwotnie mieliśmy rozmawiać o ich twórczości i tylko wspomnieć o wybranych filmach, które Bergman miał w swojej filmowej biblioteczce. Skończyło się na tym, że wszyscy opowiadali o Bergmanie i jego wpływie na ich sposób tworzenia. Podobnie było z reżyserami, z którymi przeprowadzaliśmy wywiady w innych lokalizacjach, poza wyspą – Wes Anderson, Martin Scorsese, Lars von Trier. Powstało mnóstwo świetnego materiału, którego nie mogliśmy tak po prostu wyrzucić. Tak narodził się film Więcej niż Bergman. Zamiast serialu zrobiliśmy pełnometrażowy dokument. Gdy go skończyliśmy, wydawało mi się, że na tym zakończy się moja przygoda z Bergmanem.

 

Myślałaś, że nie można już o nim nic więcej powiedzieć?

Nie do końca… właściwie już wtedy podskórnie czułam, że rok 1957 był niezwykły w jego karierze. Kiedy później zostałam zapytana przez producenta, czy chciałabym zrobić film, który miałby się skupić właśnie na tym okresie w życiu reżysera, bez wahania odpowiedziałam: „tak”.

 

Na czym właściwie polega niezwykłość tego okresu?

Bardzo dużo działo się wtedy w życiu Bergmana, zarówno w sferze zawodowej, jak i prywatnej. Punkt pierwszy w kalendarium to styczniowa premiera Siódmej pieczęci. Pod koniec roku odbył się z kolei pokaz filmu Tam, gdzie rosną poziomki. Warto więc wspomnieć o tym okresie choćby ze względu na te dwa filmy. Co ciekawe, w styczniu nikomu nie przeszło nawet przez myśl, że film Tam, gdzie rosną poziomki w ogóle powstanie. Ingmar napisał do niego scenariusz, kiedy przebywał w szpitalu. Cierpiał na bardzo uciążliwe bóle brzucha, występujące najpewniej na tle nerwowym – to właśnie wtedy stworzył historię profesora Isaka Borga, którego świetnie zagrał inny wybitny szwedzki reżyser i scenarzysta – Victor Sjöström. W ciągu 365 dni powstały dwa ikoniczne i uwielbiane filmy Bergmana. To wręcz niesamowite!

 

Kadr z filmu Tam, gdzie rosną poziomki, reż. Ingmar Bergman. Foto: oldcamera.pl

 

Jak dużo wiedziałaś o Bergmanie, gdy rozpoczynałaś pracę nad filmem?

Na początku niewiele. Widziałam jego filmy, ale nigdy nie byłam badaczką twórczości Bergmana. Przeczytałam Laternę magicę, obejrzałam jego produkcje telewizyjne, jakieś dodatkowe materiały, to wszystko. Dorastając w Szwecji siłą rzeczy jest się blisko twórczości Bergmana i to chyba paradoksalnie powoduje, że nie zawsze chce się tę wiedzę poszerzać. Dopiero praca nad dokumentem zmusiła mnie do nadrobienia zaległości i głębszego poznania nie tylko jego twórczości, ale też jego jako osoby. Odrobiłam moją lekcję z Bergmana. Najfajniejsze w tym wszystkim było łączenie faktów i obserwowanie, jak wydarzenia z życia inspirowały go przy tworzeniu filmów.

 

Czy takich odniesień do życia prywatnego jest dużo?

Całkiem sporo. Na przykład rozstanie z jedną z żon zainspirowało go do stworzenia filmu Sceny z życia małżeńskiego. Widzimy, jak trudne było to rozstanie, i jak okropną osoba był Bergman. Najbardziej fascynujące jest jednak to, ile w tym wszystkim jest samokrytyki. Bergman bezlitośnie obnażał swoje wady, lęki i błędy, które popełniał. Nikt inny nie miałby odwagi, żeby go tak krytykować. Trochę, jakby sam mówił: „Nie wiem, ile mam dzieci, nie wiem, kogo poślubiłem, i tak przy okazji – sympatyzuję z nazistami”. Pierwszą osobą do krytykowania Bergmana był on sam.

 

Nie mogę oprzeć się pytaniu, czy taka interpretacja filmu przez pryzmat życia prywatnego ma w ogóle sens? Czy to nie zaburza odbioru dzieł Bergmana?

Tak naprawdę nie sądzę, że ma to jakieś większe znaczenie. Persona jest wielkim dziełem niezależnie od tego, jakim ojcem był Ingmar Bergman.

 

Liv Ullmann, Bibi Andersson i Ingmar Bergman na planie filmu Persona. Foto: cinephiliabeyond.org

 

A jak na przestrzeni lat zmieniło się podejście do twórczości Bergmana?

w 1957 ludzie byli pod wrażeniem jego filmów. Z kolei w latach 90. był postrzegany jako zrzędliwy dziadek, z ogromną władzą i wpływami na szwedzkiej scenie kulturalnej. Jednak większość osób miała go dość. Podejście do Bergmana było też inne w Szwecji, inne za granicą. Szwedzcy studenci nie chcieli się o nim uczyć – bardziej interesowała ich np. francuska nowa fala. Za granicą było zupełnie na odwrót – jeśli znałeś twórczość Bergmana, byłeś „cool”

 

Jak wygląda to dzisiaj? Czy szwedzcy reżyserzy sięgają po Bergmana w celu inspiracji?

Tak, oczywiście. Weźmy na przykład Lisę Langseth. Bardzo lubię jej filmy. Jej ostatni projekt Euphoria to współczesny komentarz do bergmanowskiego Milczenia z 1963 roku.

 

Tym filmem zaczęłyśmy, może i nim zakończymy rozmowę. Bardzo dziękujemy!

 

 

Jane Magnusson – urodzona w Sztokholmie szwedzka reżyserka, dziennikarka, scenarzystka. Zadebiutowała w 2005 roku dokumentem Alla vi i köttflotten, pięć lat później otrzymała Złotego Żuka za w kategorii Najleszy dokument za film Ebbe – The movie. Od 2015 roku pracowała nad większym projektem poświęconym twórczości giagnta szwedzkiego kina – Ingmara Bergmana. Owocem prac jest film Bergman. Rok z życia

Szwedzki Stół Filmowy