Top
Jack i jego pustostan – Szwedzki Stół Filmowy
fade
4416
post-template-default,single,single-post,postid-4416,single-format-standard,eltd-core-1.1.1,flow-ver-1.3.6,,eltd-smooth-page-transitions,ajax,eltd-blog-installed,page-template-blog-standard,eltd-header-type2,eltd-sticky-header-on-scroll-up,eltd-default-mobile-header,eltd-sticky-up-mobile-header,eltd-dropdown-default,wpb-js-composer js-comp-ver-5.0.1,vc_responsive

Jack i jego pustostan

Jack i jego pustostan

„Dom, który zbudował Jack” miał być wielkim powrotem Larsa von Triera do świata filmu po artystycznej banicji, na którą został symbolicznie skazany siedem lat temu po festiwalu w Cannes. Same nie wiemy, czego się tak naprawdę spodziewałyśmy, ale efekt nie do końca się nam podoba, dostałyśmy dwu i pół godzinny portret psychopatycznego mordercy przeplatany nawiązaniami do sztuki i historii, z którego niewiele wynika. Dodatkowo, jest to film dość brutalny i mimo że przemoc w kinie nie jest żadną nowością, ten seans należy zaliczyć do wyjątkowo nieprzyjemnych.

 

Tuż przed rozpoczęciem filmu na planszy pojawia się krótka informacja o tym, że w czasie premierowego pokazu na Lazurowym Wybrzeżu salę opuściło sto osób. W krótkim wideo nagranym przez Triera dla widowni, reżyser ostrzega, że to nie jest seans dla każdego. I to możemy zdecydowanie potwierdzić. O ile w dorobku Triera są filmy, które naprawdę lubimy (chociażby „Tańcząc w ciemnościach”, „Przełamując fale”, czy „Melancholia”), „Dom, który zbudował Jack” na pewno do tego grona nie dołączy. Ale zacznijmy od początku.

 

Fot. mobirank.pl

 

Główny bohater Jack (w tej roli rewelacyjny Matt Dillon) to inżynier z ambicjami architekta, który na kupionej przez siebie działce chce postawić dom. Z pozoru zwykły facet okazuje się jednak seryjnym mordercą. Jack kreuje się przy tym na artystę i wszystkie zbrodnie popełnia z pasją i zacięciem. Bohater cierpi na zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, które skutecznie utrudniają mu życie i mimo że prowadzą do rażących błędów popełnianych przy zacieraniu śladów zbrodni, oprawca bardzo długo pozostaje bezkarny.

 

Fot. charlie.pl

 

Cały film opiera się na opowieści Jacka, którzy przytacza  pięć rzekomo losowo wybranych incydentów (czytaj: morderstw), których dopuścił się na przestrzeni dwunastu lat (łącznie na koncie ma ich ponad sześćdziesiąt). W tle, czyli z tzw. offu towarzyszy mu głos tajemniczego Verge’a (w tej roli fantastyczny Bruno Ganz), którego nie widzimy, a z którym prowadzi dyskusję na temat swoich występków. Jack próbuje tłumaczyć i wyjaśnić swoje czyny porównując je do dzieł sztuki, które nawet jeśli są zaliczane do kanonu najpiękniejszych tworów ludzkości, same często nie reprezentują piękna. Jak pokazuje historia, sztuka często staje się narzędziem manipulacji i stanowi świadectwo wydarzeń, o których ludzkość może chciałaby zapomnieć, tak jak my o tym filmie. 

 

Fot. multikino.pl

 

Sama konstrukcja „Domu, który zbudował Jack” jest dość angażująca, bo przywoływane incydenty przeplatane są licznymi odniesieniami do sztuki i kultury wysokiej (fragment utworu kanadyjskiego kompozytora Glenna Goulda, twórczość Williama Blake’a, Francisa Bacona, Eugène’a Delacroix i Goethego), popkultury (David Bowie czy The Doors), aż po megalomańskie cytowanie von Triera przez von Triera w formie fragmentów jego filmów. I chociaż to marne wytłumaczenie, to zabawa w szukanie nawiązań do innych dzieł i tekstów kultury naprawdę urozmaicała nam seans. Na uwagę zasługuje też operatorka (często utrzymana w duchu dogmy), gra aktorska, czy świetna scenografia. 

Fot. fdb.pl 

 

Tylko że to wszystko u Larsa już widzieliśmy. Może to daleko idąca interpretacja, ale odnosimy wrażenie, jakby najnowsza produkcja duńskiego reżysera była pewnego rodzaju odpowiedzią na aferę, która miała miejsce w 2011 roku na Lazurowym Wybrzeżu. Może Von Trier chciał wytłumaczyć swoje słowa* trochę powołując się na to, jak ważna jest wolność tworzenia w życiu artysty – tak, jak główny bohater zabija, bo to nieodłączny element jego istnienia. Albo po prostu Lars ma już bardzo mocno nie po kolei w głowie i żadne interpretacje tu nie pomogą.

 

Tak w ogóle, to lubimy przyglądać się kampaniom promocyjnym filmów i trzeba przyznać, że ta Jackowa była naprawdę nieszablonowa. A pomysł Gutek Film na Jacka na tinderze jest odzwierciedleniem tego, co pojawia się w naszej głowie, kiedy myślimy o tej aplikacji 🙂

 

Poznajcie Jacka!

Cześć, Mam na imię Jack, mam 183 cm wzrostu i szukam ofi…kobiety, która podziela moje pasje. Interesuję się architekturą, muzyką klasyczną oraz zwierzętami. W wolnych chwilach angażuję się w sprawy lokalnej społeczności, ćwiczę mimikę przed lustrem i buduję domy. Uważam się za osobę inteligentną, zorganizowaną i pedantyczną. Nie zdradzę czym się zajmuję, ale zapewniam, że nie będziesz się ze mną nudzić 😉 Jeśli zaciekawiła Cię moja osoba, przesuń w prawo – chętnie spotkam się z Tobą w kinie 18 stycznia! #DomktóryzbudowałJack #TheHouseThatJackBuilt

Gepostet von Gutek Film am Samstag, 12. Januar 2019

 

* w bardzo dużym skrócie – podczas konferencji prasowej filmu „Nimfomanka” von Trier publicznie oznajmił, że rozumie Hitlera.

 

Szwedzki Stół Filmowy