facebook
KATEGORIA: Film

Czy to miłość, czy fikcja? - o filmie ,,Sny o miłości" Daga Johana Haugeruda

11/25/2025 ssf 1 min. czytania

Czy pamiętacie jeszcze, jak to jest być zakochanym? Norweski reżyser Dag Johan Haugerud pomaga to uczucie odświeżyć swoim najnowszym filmem ,,Sny o miłości”. To subtelnie utkana opowieść o blaskach i cieniach pierwszego zauroczenia oraz o sile naszych własnych wyobrażeń. Wszystko rozgrywa się w jesiennym Oslo —  trudno o film lepiej wpisujący się w klimat „hygge”.


TRZECIA CZĘŚĆ NORWESKIEJ TRYLOGII 

Dag Johan Haugerud zwrócił na siebie uwagę świata filmu, gdy w styczniu zatriumfował na Berlinale 2025, zdobywając Złotego Niedźwiedzia za ,,Sny o miłości”. To pierwszy raz w historii norweskiej kinematografii, kiedy ta nagroda trafia do rodzimego twórcy. Nie ma co ukrywać — norweskie kino jest dziś na fali, coraz wyraźniej kojarzone z historiami skupionymi na emocjach, relacjach i intymnych doświadczeniach.

Nie inaczej jest w przypadku finału trylogii Haugeruda (dwie poprzednie części to ,,Sex” i ,,Miłość”). Fabuła opowiada o 17-letniej Johanne (znakomita Ella Øverbye), która zakochuje się w nowej nauczycielce francuskiego i norweskiego, Johannie (Selome Emnetu). Obserwujemy, jak nastolatka przechodzi przez wszystkie fazy pierwszej miłości: od euforii i ekscytacji, przez zazdrość, aż po poczucie odrzucenia. Nie ma odwagi stanąć z uczuciami twarzą w twarz, ale robi wszystko, by choć odrobinę zbliżyć się do obiektu fascynacji. Haugerud tworzy inteligentną, wciągającą opowieść o tym, jak intymne fantazje — tytułowe „sny” — potrafią wymknąć się z głowy i stać się nie zawsze wygodnym przedmiotem rozmów.

EMOCJE PO NORDYCKU

Akcja produkcji osadzona jest w Oslo, a filmowe podejście do emocjonalności jest powściągliwe i nieoceniające, za to pełne czułej obserwacji — typowej dla twórców z Północy. ,,Sny o miłości” opowiadają o skrywanej relacji uczennica–nauczycielka, ale robią to z niezwykłą delikatnością, bez prób wywołania taniej sensacji. Sam queerowy charakter zauroczenia nie budzi w filmie kontrowersji, co pozwala reżyserowi skupić się na tym, jak ta relacja działa na wrażliwą, zamkniętą w sobie nastolatkę.

Haugerud wspominał w wywiadach, że Johanne dojrzewała w czasie pandemii — i w filmie rzeczywiście pojawia się o tym wzmianka (podczas lekcji nauczyciel pyta ją o społeczne skutki lockdownów). Ten kontekst tłumaczy jej skłonność do introspekcji, samotnego przeżywania emocji i niechęci do dzielenia się nimi z innymi. To ciekawa obserwacja dotycząca pokolenia, które dorastało w izolacji, a jednocześnie coraz bardziej funkcjonuje w mediach społecznościowych, budując relacje paraspołeczne zamiast tych realnych.

LITERACKIE PRZEBUDZENIE

Punktem zwrotnym w opowieści jest decyzja Johanne, by spisać swoją pierwszą miłość. Chce „utrwalić” emocje, a inspiracją okazuje się lektura francuskiego romansu ,,L’esprit de famille” Janine Boissard. W filmie towarzyszy nam narracja z offu, która chwilami dezorientuje — trudno odróżnić, czy słyszymy fragment zapisanego przez bohaterkę tekstu, czy może strumień świadomości.

Nastolatka w końcu postanawia podzielić się swoją opowieścią, a jej pierwszą czytelniczką zostaje babcia Karin (Anne Marit Jacobsen), poetka, która widzi w zapiskach wnuczki „piorunującą wartość literacką”, a momentami można odnieść wrażenie, że nawet zdradza zawodową zazdrość o ich siłę. Matka dziewczyny Kristin (Ane Dahl Torp) początkowo obawia się, że córka mogła zostać skrzywdzona, ale szybko dostrzega w tekście coś znacznie bardziej złożonego. Obie uważają, że Johanne stworzyła coś, co mogłoby zainteresować wydawców. Pytanie tylko, czy nastolatka chce, by jej najbardziej intymne myśli ujrzały światło dzienne i czy jest gotowa na konsekwencje takiego odsłonięcia siebie.

HUMOR I POKOLENIOWE SPIĘCIA

Jak w poprzednich filmach reżysera, dialogów jest tu naprawdę dużo. Tekst jednak płynie lekko, a po drodze pojawiają się zabawne momenty, zwłaszcza tam, gdzie ekran przejemują różnice pokoleniowe. Na przykład scena leśnej sprzeczki Kristin i Karin o feministyczny wymiar kultowego filmu ,,Flashdance” to jedna z najbardziej humorystycznych sekwencji filmu.

Warto też dodać, że ,,Sny o miłości” są świetnie zagrane. Całość ma ton delikatnie melancholijny, ale emanuje ciepłem i empatią — tak charakterystycznymi dla całej twórczości Haugeruda.

WYJĄTKOWE SPOJRZENIE NA OSLO

Filmy Haugeruda pokazują norweską stolicę w zupełnie innym świetle. W każdej części trylogii miasto staje się jednym z bohaterów, za każdym razem nieco odmiennym. Operatorka Cecilie Semec  (odpowiedzialna za obraz we wszystkich trzech filmach) w tej części tworzy kadry, które idealnie oddają stan emocjonalny Johanne i klimat jej pierwszego zauroczenia. Symbolika również odgrywa swoją rolę – powracające motywy architektoniczne, szczególnie schody, można czytać jako metaforę emocjonalnej wspinaczki bohaterki (choć swoje „schodowe pięć minut” ma także babcia dziewczyny). Muzyka Anny Berg świetnie podkreśla nastrój filmu i co potwierdzam z doświadczenia, sprawdza się doskonale także podczas jesienno-zimowych spacerów.

 

,,Sny o miłości” to bardzo przyjemna i urzekająca finałowa część trylogii, która w kompleksowy sposób opowiada o miłości, intymności i naszych relacjach — zarówno z innymi, jak i z samymi sobą. W tej odsłonie Haugerud skupia się szczególnie na fantazjach, jakie snujemy i które czasem dopuszczamy do głosu, choć nie zawsze jesteśmy na nie gotowi. To film o tym, że nasze uczucia mogą mieć własną logikę, własny rytm i własne życie, a my możemy uczyć się je śledzić, rozumieć i akceptować.

 

,,Sny o miłości” Daga Johana Haugeruda od 21 listopada można oglądać w kinach, dystrybutorem filmu jest Stowarzyszenie Nowe Horyzonty.