facebook
KATEGORIA: Film

Najpierw książka, później film - z Natalią Kołaczek o ,,Kradzieży” Ann-Helén Laestadius

05/01/2024 ssf 1 min. czytania

Dla społeczności Saamów, od tysiącleci zamieszkujących północne tereny między innymi Szwecji, renifery są ważne, niczym członkowie rodziny. Hodowla i szacunek do tych zwierząt mają zapisane we krwi. Niestety, ktoś z nienawiścią krzywdzi ich renifery, co szwedzka policja bagatelizuje, gdyż nie uznaje tych zbrodni za morderstwa, a jedynie kradzież. 9 -letnia Elsa jest świadkiem takiej brutalnej zbrodni. Ktoś morduje jej ukochanego renifera i obcina mu uszy. Dziewczynka przeżywa traumę. Przez lata ze strachu milczy, ale kiedy dorasta bardzo angażuje się w nagłaśnianie problemu. To oczywiście przysparza jej wrogów. Książka Ann-Helén Laestadius ,,Kradzież” to poruszająca i trzymająca w napięciu historia oparta na faktach. Do tego świata przenosi nas jej tłumaczka Natalia Kołaczek. Rozmawiamy o jej ukochanej Szwecji, blogu, pszczołach i ekranizacji jej ostatniego przekładu. 


 

KK: Obie promujemy Skandynawię, ale nie miałam okazji Cię zapytać, jaka była Twoja droga na północ? 

NK: To wypadkowa różnych zdarzeń. W dzieciństwie czytałam trochę lektur ze Skandynawii. Gdy byłam trochę starsza, bardzo zainteresowałam się historią Wikingów i to zanim to stało się modne. Kluczowy był jednak pierwszy kontakt z językiem szwedzkim. Na początku brzmiał dla mnie dosyć egzotycznie i przy tym bardzo interesująco, więc uznałam, że chce się go nauczyć. 

KK: Szwecjoblog, to był już kolejny etap, który rozpoczął się 11 lat temu! Twój pierwszy post opisywał port Smygehuk na południu Szwecji. W tej onlinowej przestrzeni można było z Tobą trochę popodróżować po kraju.

NK: Takie było założenie. Wzięłam udział w programie Erasmus Praktyki, który trwał 3 miesiące. W tym dosyć intensywnym czasie udało mi się zgromadzić bardzo dużo zdjęć i materiałów z różnego rodzaju wyjazdów i wycieczek, którymi chciałam się podzielić. Wiadomo, jak to jest z pokazywaniem miliona zdjęć, które ma się zapisane na cyfrowym aparacie. Najczęściej lądują w folderze, do którego nikt nie zagląda, bo nikt nie ma tyle cierpliwości, żeby zobaczyć tyle zdjęć naraz. Pomyślałam, że może właśnie to blog będzie idealną przestrzenią, gdzie mogłabym sobie też to dla siebie uporządkować — zdjęcia z komentarzami, wpisy z ciekawostkami i to dostępne dla wszystkich pod linkiem. W tamtym czasie uczyłam też w szkole językowej i uznałam, to za dodatkowe źródło inspiracji dla moich kursantów.

KK: Przeglądając Twój blog, sama nabrałam ochoty na odkrywanie tych zakątków Szwecji, których jeszcze nie miałam okazji zwiedzić. Pamiętasz kiedy przetłumaczyłaś pierwszą książkę ze szwedzkiego na polski i jakie emocje towarzyszyły Ci w pracy nad nim?

NK: Moim debiutem translatorskim była powieść Antona Marklunda ,,Przyjaciele zwierząt” wydana w Polsce w 2015 roku. Jest to poruszająca historia nastoletniego autystycznego chłopaka, który czuje się niezrozumiany, nie może zbudować poczucia przynależności, bo odstaje od przyjętych w społeczeństwie norm. To napędza splot wydarzeń, które finalnie doprowadzają do tragedii. Ta sama historia jest opowiedziana z perspektywy trzech osób — nastolatka, jego wrażliwej matki i surowego ojca. Tłumacząc jakikolwiek tekst, w pewien sposób wsiąkasz w niego, jego bohaterów. W tym przypadku to było tak jak mówienie różnymi głosami, każda z tych narracji była budowana inaczej. Próba oddania składni, wyboru wyrazów, tak by odpowiednio oddać nastrój, było dla mnie wyzwaniem. To było fascynujące, ale też emocjonalne przeżycie. Nieraz się wzruszyłam. Dokładnie tak samo było przy pracy nad moim ostatnim tłumaczeniem. 

KK: Mówimy o książce ,,Kradzież”, która także porusza niełatwą tematykę i odsłania przed nami tę ,,mroczniejszą” stronę Skandynawii, przedstawia kulisy życia Saamów. Dlaczego Ann-Helén Laestadius podejmuje ten temat?

NK: Na samym początku warto wspomnieć o pochodzeniu autorki. Jej matka była Saamką, a ojciec Tornedalczykiem, więc jest ona częścią tych wykluczonych społeczności. Książka została napisana po szwedzku, ale jest tam dużo słów i określeń właściwych tylko jej rodzinnym kulturom . Moim zdaniem takiego zabiegu nie mogłaby się skutecznie podjąć osoba, pozbawiona tego kontekstu. 

KK: Popraw mnie jeśli się mylę, ale to kolejna po ,,Panowie nas tu przesiedlili. O przymusowych przesiedleniach w Szwecji” Elin Anny Labba (tłumaczenie Agata Teperek, wydawnictwo Marginesy) książka, która ostatnio pojawiła się na polskim rynku odnośnie tej tematyki. Czy można mówić już o pewnym trendzie w literaturze?

NK: Myślę, że pierwszy okres fascynacji Skandynawią i pewnego idealizowania minął, a teraz mamy możliwość poznać bardziej zróżnicowany portret dalekiej Północy. W czasie zeszłorocznych jesiennych targów w Göteborgu faktycznie było widać, że jest jakiś trend na saamską literaturę i to świetnie, bo temat dzięki temu ma szansę dotrzeć do mainstreamu. Niestety, przeciętny Szwed ma małą wiedzę na temat sytuacji mniejszości na dalekiej Północy, chociaż żyją na terenie jednego państwa. O ile książka Labby była reportażem, to Laestadius napisała powieść, więc szansę na dotarcie do większego grona odbiorców były większe i faktycznie książka okazała się sukcesem. Prawa do przekładu kupiono w 22 krajach. 

KK: Ta książka wciąga i bardzo chce się podążać za jej główną bohaterką. Jest napisana w taki sposób, że pomimo różnic kulturowych, wciąż możemy się z nią utożsamiać. 

NK: W tym tekście jest przedstawione bardzo dużo uniwersalnych problemów i napięć. Mamy tutaj też to mroczne oblicze kraju, o którym rozmawiałyśmy. Gdzie ta sprawiedliwość i równość, którą stereotypowo utożsamiamy ze Szwecją? Bardzo ważne w tej książce są relacje międzyludzkie — w społeczności, rodzinie, między przyjaciółmi. Kiedy wpiszemy to w kontekst życia w małej zbiorowości, to okazuje się, że w Polsce, w mniejszych miasteczkach można dostrzec podobne struktury i schematy działania. Laestadius świetnie pokazuje też napięcia międzypokoleniowe, oczekiwania najmłodszych członków społeczeństwa, które chcą obalić status quo. Elsa jest w tym wszystkim bardzo ciekawą postacią. Z jednej strony reprezentuje to nowe i w pewnych aspektach dużo bardziej progresywne pokolenie, ale z drugiej strony przyjaźni się z dziewczyną, która marzy o tym tradycyjnym modelu rodziny — mężu, dzieciach. 

KK: Co było dla Ciebie najtrudniejsze przy pracy nad tym tekstem?

NK: To wrócę do kwestii językowej, bo trochę zaczęłam i nie podrążyłam. W tej książce jest wiele zdań i fraz nie po szwedzku. Zastanawiałam się, co zrobić z tym w przekładzie. Finalna decyzja z perspektywy czasu od początku była jedyną właściwą — wszystkie te obce wyrażenia zostały w oryginalnej wersji. Czytelnik dostaje prawdziwą mieszankę – trochę saamskiego, fińskiego, meänkieli, która dodaje kolorytu całej opowieści. Chodziło też o pokazanie, jak wielojęzyczna i różnorodna jest Północ. 

KK: Jak tłumaczy się tekst, kiedy nie znasz dialektów w niej stosowanych?

NK: Jest to ogromne wyzwanie, ale muszę przyznać, że autorka doskonale skonstruowała tę opowieść. Wszystkie obce wyrażenia da się tak naprawdę zrozumieć z kontekstu sytuacji, w której są wypowiadane, ale też parafraz, które dostajemy w kolejnych wypowiedziach. Czasami pytania bohaterów padały po saamsku, a odpowiedź była już w języku szwedzkim. Chociaż było kilka takich trudnych dla mnie miejsc i wyrażeń, które musiałam skonsultować, bo nie byłam pewna, jak to przełożyć. Bardzo się starałam i ambitnie podeszłam do całego researchu. Pochwalę Ci się, że znalazłam elementarz dla dzieci, właśnie po saamsku i czytając go, zapoznawałam się z najprostszymi zwrotami np. dotyczącymi rodziny. To pomagało mi w pracy. 

KK: Jako czytelnicy dowiadujemy się sporo o hodowli reniferów. Dużo wiedziałaś na ten temat przed tłumaczeniem książki, może miałaś jaką wiedzę ze swoich podróży?

NK: Niestety niewiele, więc była to okazja do nauki. I w sumie wyszło dość zabawnie, bo książką, którą tłumaczyłam przed ,,Kradzieżą”, to był tytuł ,,O pszczołach i ludziach” autorstwa Lotte Möller i przy tamtym przekładzie musiałam się stać znawczynią apiologii i pszczelarstwa. Bardzo się wkręcam, jeżeli właśnie coś tłumaczę i czegoś szukam. Spędziłam długie godziny na YouTubie oglądając filmiki i poznając wirtualnie pracę pszczelarzy. Pszczoły zamieniłam na renifery. Z tymi drugimi miałam zdecydowanie więcej problemu jeśli chodzi o materiały źródłowe po polsku. Sporo konsultowałam z Agatą Teperek, o której wcześniej wspominałyśmy. 

KK: Czy wiesz jaki był odbiór książki w Szwecji? Porusza ona bardzo delikatną tematykę, więc zakładam, że nie obyło się bez kontrowersji?

NK: Powołam się na to, co sama autorka mówiła w czasie wywiadów. Na pewno martwiła się o to, jak tekst zostanie odebrany. Dużym tematem jest właśnie zabijanie i handel reniferami. W książce autorka dziękuję osobom, które jej pomagały i dostarczały informacji, ale ze względów bezpieczeństwa, nie wszyscy są podani z imienia i nazwiska. Laestadius martwiła się też o to, że mogą paść zarzuty o to, że ona sama nie ma prawa do opisywania i wypowiadania się w tym temacie, bo nie należy do hodowców reniferów. Finalnie książka wzbudziła dyskusje, wielu Szwedom uświadomiła w ogóle istnienie problemów, o których nie wiedzieli. Nie o wszystkim mówią skandynawskie media, ale to powoli się zmienia. Podobno w okresie po premierze książki policja stała się trochę bardziej aktywna, sprawy zaczęły trafiać do sądu, zapadają wyroki, a sprawcy nie są już tak bezkarni. 

KK: Książka stała się międzynarodowym hitem, więc można było się spodziewać, że ktoś skusi się na jej zekranizowanie. Film ,,Kradzież” można już oglądać w streamingu. Jak udała się próba opowiedzenia tej historii w formie audiowizualnej?

NK: Myślę, że należy odnotować, że jest to pierwsza saamska produkcja na międzynarodowej platformie streamingowej i to w jakimś sensie historyczne wydarzenie. Reżyserka Elle Márjá Eira jest Saamką i większość obsady też ma takie pochodzenie. Ta kwestia była bardzo ważna na etapie castingu. Chodziło o zapewnienie reprezentacji społeczności saamskiej na ekranie, ale także o doświadczenie w hodowli reniferów. To zdecydowanie dodaje autentyczności tej produkcji. To też chyba pierwszy mainstreamowy film, w którym mamy tak dużą ekspozycję na tradycyjny język tej społeczności, mało jest tam dialogów po szwedzku. 

Nie powiem Ci, że film jest gorszy od książki. Myślę, że trudno porównywać te dwa teksty kultury, ale bardzo mocno wierzę w zasadę, że najpierw książka, później film. Dobrze zacząć od tekstu i pozwolić wyobraźni popracować nad własną wizją bohaterów, poszczególnych sytuacji i scen. Dopiero później przychodzi czas na konfrontację z ekranową wersją. Osobiście brakowało mi pewnych wątków, które bardzo lubiłam w książce, jak np. relacja Elsy z babcią. To ważna postać, która przybliża nam też trudną historię Saamów. W literackim oryginale zupełnie inaczej zbudowana jest struktura. Dużo więcej czasu spędzamy z Elsą w jej dzieciństwie i obserwujemy jej relacje z innymi i jak dorasta do roli buntowniczki. Co ciekawe Laestadius jest autorką książek dla dzieci i młodzieży, więc naprawdę świetnie porusza się w tym świecie i trochę szkoda, że tego zabrakło w filmie. Natomiast to, co uważam, że się udało i jest przepiękne, to cała strona wizualna. Krajobrazy nie robiły na mnie i mojej wyobraźni takiego wrażenia w książce. Zdjęcia są przepiękne i to, co zobaczyłam na ekranie, było dla mnie oszałamiające. Te szerokie kadry dają zupełnie inne wyobrażenie przestrzeni.

KK: Podróże filmowe, w piękne zakątki świata, zawsze mile widziane. Zdradzisz na koniec, nad czym obecnie pracujesz?

NK: W tej chwili pracuję nad tekstem na warsztatach tłumaczeniowych, to jest tak zwane seminarium wyższe dla tłumaczy literatury szwedzkiej, prowadzone przez Justynę Czechowską, organizowane przez Stowarzyszenie Tłumaczy Literatury, we współpracy z Radą Kultury Szwecji. Poza tym skupiam się głównie na działalności naukowej, jestem włączona w kilka projektów, więc jak tylko będziemy mieć konkretny efekt w postaci publikacji, to na pewno się nim z Tobą podzielę. 

 

Natalia Kołaczek – skandynawistka, tłumaczka i lektorka języka szwedzkiego, adiunktka w Katedrze Skandynawistyki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Członkini Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury, tłumaczyła książki m.in. Elisabeth Åsbrink, Monsa Kallentofta i Ann-Helén Laestadius. Zaangażowana w popularyzację wiedzy o Szwecji i języku szwedzkim, jej książka autorska „I cóż, że o Szwecji” zdobyła Nagrodę Magellana w kategorii „książka podróżnicza”.