facebook
KATEGORIA: serial

Nie jesteśmy tak bezpieczni, jak nam się wydaje - Nikolaj Lie Kaas o serialu ,,Rodziny takie jak nasza"

08/10/2025 ssf 1 min. czytania

Jak wygląda życie, gdy wszystko, co znane i bezpieczne, nagle znika? Znany duński aktor Nikolaj Lie Kaas w poruszającym serialu Thomasa Vinterberga ,,Rodziny takie jak nasza” gra mężczyznę, który traci cały swój świat i próbuje zbudować go od nowa. W rozmowie mówi o roli ojca, emocjonalnych pęknięciach i o tym, dlaczego ekstremalne sytuacje potrafią obnażyć to, co najważniejsze.


To Twój pierwszy projekt z Thomasem Vinterbergiem i od razu trafiliście na festiwal filmowy w Wenecji. Jakie to uczucie?

To nie jest mój pierwszy raz na festiwalu w Wenecji – byłem tu całkiem niedawno, podczas premiery serialu Larsa von Triera „Królestwo: Exodus”. Oczywiście, to zawsze ogromne wyróżnienie. Jeśli chodzi o współpracę z Thomasem, długo czekałem na projekt, przy którym moglibyśmy spotkać się na planie. Nie spodziewałem się, że będzie to serial. Byłem ciekaw, jaką ma wizję tej historii i jak poradzi sobie z tą formą, bo wcześniej nie pracował nad serialami. Gdy poznałem zarys opowieści, zastanawiałem się, jak podejdzie do tematu, bo biorąc pod uwagę jego ciężar, mogło to pójść w dość, delikatnie mówiąc, depresyjnym kierunku. To opowieść o ludziach, którzy bardzo cierpią i walczą o przetrwanie. Sprawdzamy, jak w ekstremalnych sytuacjach ludzie się zachowują, i jak mimo wszystko starają się zachować ludzkie odruchy oraz empatię wobec innych i ich cierpienia.

Grany przez Ciebie w serialu Jakob reprezentuje wyższą klasę średnią. Prowadzi dość wygodne, ułożone życie, ale w wyniku katastrofalnych okoliczności traci wszystko, co go definiowało. Zapewniał rodzinie stabilizację, którą nagle tracą. To wyjątkowo trudna sytuacja dla kogoś, kto jest „głową” rodziny. Jak podszedłeś do tej roli?

Wiesz, bardzo dużo myślałem o sytuacji Jakoba. To trudne, gdy przez lata budujesz poczucie bezpieczeństwa, pozycję, status społeczny. Życie ma swoją strukturę, swoje ramy i w ich obrębie toczy się codzienność. Myślę, że jako ludzie rzadko zastanawiamy się, co by było, gdybyśmy nagle to wszystko stracili. Jakob tego doświadcza – i wtedy okazuje się, że fundamentem rodziny są relacje i miłość. Może brzmi to banalnie, ale często odkrywamy takie prawdy dopiero w ekstremalnych sytuacjach jak ta, w której znajdują się bohaterowie serialu. Myślę, że jednym z najważniejszych pytań, które stawiamy jest: czy rodzina jest na tyle silna, by przetrwać tak ogromny kryzys? I na jakich zasadach mogłaby dalej funkcjonować? To prowokuje refleksję, na czym w życiu naprawdę się skupiamy i co z tego ma sens. Mam wrażenie, że dzisiaj wiele osób jest bardzo pogubionych. Jakob jest z mojego pokolenia – wychowano nas w przekonaniu, że musimy „dowozić”, zarówno w pracy, jak i w domu. To nasza odpowiedzialność.

Oglądając takie historie z bezpiecznej perspektywy – z kanapy – łatwo oceniać decyzje bohaterów. Ale biorąc pod uwagę, że opowiadana przez was historia nie jest nierealna – bo kryzys klimatyczny zmienia świat – widz może się z nimi utożsamiać. Choć muszę przyznać, że niektóre ich decyzje mnie zaskakiwały. Czy podczas pracy nad scenariuszem rozmawialiście o budowaniu postaci?

W takich sytuacjach naprawdę trudno przewidzieć, jak zachowa się człowiek. To zależy od wielu czynników. Jesteśmy sumą naszych doświadczeń i często podejmujemy decyzje pod wpływem emocji. W kryzysie tracimy zdolność racjonalnego myślenia. Z drugiej strony – samo zachowanie spokoju nie gwarantuje przetrwania. Naprawdę ciężko tu o jednoznaczne wnioski, bo – jak mówi znane powiedzenie – znamy siebie tylko na tyle, na ile zostaliśmy sprawdzeni. Mamy zaplecze kulturowe, zostaliśmy wychowani w określony sposób, ale instynkt przetrwania potrafi popchnąć nas w mroczne zakamarki naszej psychiki. Oczywiście, podczas pracy nad scenariuszem dużo o tym rozmawialiśmy. Zastanawialiśmy się, czy nie przesadzamy, czy dana postać naprawdę mogłaby postąpić w określony sposób i – co najważniejsze – dlaczego chcemy to tak właśnie pokazać.

Ten serial jest konfrontujący, ale tak jak mówisz – dopóki sami nie znajdziemy się w ekstremalnej sytuacji, nie możemy być pewni, jak zareagujemy. Starcie emocjonalności z racjonalnością jest widoczne w relacji Twojego bohatera z córką graną przez Amaryllis April, która debiutowała na ekranie.

Tak, w tej historii jesteśmy z Amaryllis na dwóch różnych biegunach. Reprezentujemy odmienne postawy – pełnimy inne role zarówno w rodzinie, jak i w społeczeństwie. Często mówi się, że młodsze pokolenie jest bardziej świadome zagrożeń i bardziej przejmuje się kryzysem klimatycznym. Uważam, że to nie do końca prawda. Z moich obserwacji wynika, że młodzi ludzie bardzo dużo konsumują – kupują ubrania w sieciówkach, nie żyją wcale aż tak radykalnie inaczej niż ich rodzice. Co do samej Amaryllis  to jest to bardzo utalentowana dziewczyna. Od razu znaleźliśmy wspólny język i świetnie się nam razem pracowało. Cieszę się, że mieliśmy okazję wspólnie opowiedzieć tę historię.

Mam wrażenie, że rzadko pokazuje się w kulturze relacje ojca i córki w tak pogłębiony sposób. Od razu skojarzyłam to z „Aftersun” Charlotte Wells. Myślałam też o własnej relacji z tatą i o tym, co by było, gdybyśmy znaleźli się w podobnej sytuacji. To ciekawe ćwiczenie dla wyobraźni.

Bardzo byśmy chcieli, żeby każdy widz wyniósł z tego serialu jakąś refleksję – tak jak mówisz – o relacjach, o kondycji świata. Bo to, w jakim kierunku wszystko zmierza, niestety nie napawa optymizmem. Ale serial nie pozostawia widza bez nadziei.

Serial porusza też temat uchodźstwa. Duńczycy muszą opuścić swój kraj. To jednak nie „Emigranci” Troella – to nie jest podróż po lepsze jutro, tylko jakiekolwiek jutro. Czy myślisz, że w Danii serial może wywołać dyskusję?

Myślę, że zdecydowanie powinien. To, co się dziś dzieje na świecie, pokazuje, że nikt nie jest całkowicie bezpieczny. Na Zachodzie często myślimy, że pewne rzeczy nas nie dotyczą, że nas to nie spotka, że nie będziemy musieli uciekać. Ale nie możemy być niczego pewni. Teraz łatwo gdybać, siedząc na kanapie w bezpiecznym domu. Mam nadzieję, że serial uświadamia, jak ważne są zrozumienie i empatia wobec ludzi, którzy znaleźli się w dramatycznej sytuacji – musieli uciekać, zostawić wszystko, co znali. Różnice kulturowe nie mają tu znaczenia. Dzisiaj, jak nigdy dotąd, potrzebujemy empatii.

Czy uważasz, że branża filmowa ma odpowiedzialność społeczną, by promować określone postawy?

Tak. Kultura – w tym film – ma ogromną odpowiedzialność i powinna być częścią zmiany. Na platformach streamingowych jest mnóstwo treści, które są po prostu szkodliwe albo przynajmniej ogłupiające. Przychodzi mi na myśl film „Joker” i postać grana przez Joaquina Phoenixa – człowieka żyjącego na marginesie, którego nikt nie słucha, nikt nie rozumie, a który może stać się zamachowcem. To historia tych, których zwykle nie dostrzegamy. Z takich opowieści możemy się wiele nauczyć o świecie, w którym żyjemy. Oczywiście, eskapizm też jest potrzebny – po to chodzimy do kina. Wierzę, że najważniejszy jest tu złoty środek.

 

Nikolaj Lie Kaas to duński aktor, którego kariera rozpoczęła się już na początku lat 90., m.in. w filmach ,,Idioci” Larsa von Triera (1998). Zdobył uznanie za role w uznanych produkcjach skandynawskich: m.in. jako dziennikarz Jacob w thrillerze ,,W mroku” (2005) oraz jako Alex w cenionej ,,Rekonstrukcji” (2003), która zdobyła nagrodę Camera d’Or w Cannes. W ostatnich latach stał się znany jako detektyw Carl Mørck w serii adaptacji powieści Jussi Adler-Olsena. Jego najnowszy film „The Last Viking” w reżyserii Andersa Thomasa Jensena będzie miał swoją premierę na festiwalu filmowym w Wenecji.