facebook
KATEGORIA: Literatura

Odczarowywanie wstydu - o powieści graficznej ,,Owoc poznania” z Liv Strömquist

03/07/2024 ssf 1 min. czytania

Jest to jeden z najpopularniejszych szwedzkich komiksów w historii tego rynku. Warto wiedzieć, że szwedzki rynek komiksowy rozwija się znacznie lepiej niż u nas. Powieści graficzne są nagradzane tak, jak każde inne dzieła literatury. W ,,Owocu poznania” Liv Strömquist postanowiła wziąć pod lupę tak zwane żeńskie narządy płciowe i ich znaczenie w kulturze i społeczeństwie. 


Warto się zastanowić nad tym dlaczego ludzkość ma do żeńskich genitaliów tak wyjątkowo kontrowersyjny, miłosno-nienawistny stosunek. W tej różnobarwnej komiksowej mozaice, z pomocą starożytnych Greków, kobiet z epoki kamienia łupanego, Sigmunda Freuda, wynalazcy płatków śniadaniowych, Śpiącej Królewny, hinduskich bogiń, raperów, podręczników do biologii i szwedzkiego dramaturga Stiga Larssona, szwedzka autorka próbuje nakreślić nam obraz organu nazwanego przez Gustave’a Courbeta „pochodzeniem świata”. I robi to w sposób świetny, niezwykle przenikliwy, zabawny, ale też budzący refleksje nad postrzeganiem kobiecej seksualności i naszym osobistym stosunkiem do niej. Miałam okazję porozmawiać z autorką  ,,Owocu poznania” o m.in. pracy nad komiksem i otwartości szwedzkiego społeczeństwa.

KK: Cieszę się, że nigdy nie byłam fanką płatków Kellog’s (ta marka nigdy nie była dostępna w Polsce, więc nie było to wielkim wyzwaniem), ponieważ po lekturze twojej powieści graficznej musiałbym natychmiast wykreślić je ze swojego śniadaniowego menu… Jak trafiłaś na historię Johna Harveya Kellogga i innych mężczyzn, którzy zbyt mocno interesowali się tą owianą tajemnicą częścią ciała zwaną żeńskimi genitaliami?

LS: Kiedy tworzę powieść graficzną, dużo czytam i zbieram informacje z książek. Poszukuję rzeczy śmiesznych lub interesujących.Tak trafiłam między innymi na historię Pana Kelloga, który znalazł się w tym niechlubnym zestawieniu. Na takie przygotowania potrzebuję około 1,5-2 lat… Po zapoznaniu się z tematem piszę scenariusz, a na końcu go rysuję. Przeszkodą lub wyzwaniem, a jednocześnie ambicją, jest dla mnie jest sprawienie, aby temat wydawał się nowy i przedstawiony w świeży i nieoczywisty sposób. Chcę, aby czytelnik śmiał się i był zaskoczony…

KK: Podczas czytania twojej powieści graficznej (genialnie przetłumaczonej przez Kasię Syty) zdecydowanie świetnie się bawiłam i dużo śmiałam, ale jednocześnie odczuwałam niekontrolowany dyskomfort. Dla mnie to przede wszystkim opowieść o tym, w jaki sposób ignorancja i poczucie wstydu wpływały i wciąż wpływają na życie kobiet. To trwała i kontrowersyjna trójca: płeć, seksualność i polityka. Dlaczego zdecydowałaś się na poruszenie tego tematu w tym konkretnym momencie?

LS: Miałam trzydzieści kilka lat, gdy tworzyłam tę powieść graficzną. Myślę, że zaczęło się od wspomnień z mojej młodości. Jako nastolatka bardzo cierpiałam z powodu bólów menstruacyjnych i co gorsza czułam się naprawdę bardzo zawstydzona i zakłopotana z tego powodu. Pamiętam, że raz byłam w szkole, kiedy zaczęły się u mnie bardzo silne bóle, ale było mi wstyd prosić nauczyciela o zgodę na opuszczenie sali, wyjście ze szkoły, czy nawet do pielęgniarki po jakieś tabletki przeciwbólowe. Skończyło się na tym, że zemdlałam z tego bólu w klasie, w trakcie lekcji.

Jako dorosła już kobieta zaczęłam wracać do tego wspomnienia i zastanawiać się: jak mogłam być aż TAK bardzo zawstydzona i zakłopotana swoim miesiączkowaniem? Myślę, że ten wstyd i zakłopotanie wynikają z faktu, że menstruacja pochodzi z żeńskich genitaliów, które były i wciąż są tematem tabu. Pewnie nie czułabym się tak niepewnie gdybym na przykład dostała krwotoku z nosa. Po latach zdecydowałam się zbadać wstyd związany z tym tematem. Nie chciałam tego robić z perspektywy psychologicznej. Moim celem było przyjrzeć się temu jako zjawisku społecznemu. Jak to się dzieje, że społeczeństwo konstruuje wstyd i zakłopotanie wokół pewnych tematów i jak to wpływa na ludzi (głównie kobiety), które żyją w tych ,,problematycznych” dla ogółu społeczeństwa ciałach i posiadają te organy, które są „wstydliwe” lub „kłopotliwe”.

KK: Pochodzisz ze Szwecji, kraju, który stereotypowo wydaje się nam znacznie bardziej postępowym, jeśli chodzi o edukację seksualną. Jak, z twojej perspektywy, oceniłbyś jej jakość i jaki wpływ ma na społeczeństwo?

LS: To prawda, że ​​Szwecja ma historię bycia postępowym krajem w kwestiach edukacji seksualnej, ale uwierz mi wciąż jest nam bardzo daleko do osiągnięcia ideału, jeśli chodzi o wiedzę i poziom otwartości. Dalej nie ma przestrzeni na tematy bardzo związane z doświadczeniami wielu kobiet takimi jak na przykład: urazy pochwy, które mogą się wydarzyć przy porodzie, wulwodynia, bóle menstruacyjne, menopauza i leczenie dolegliwości z nią związanych… Ta lista jest wciąż za długa. Myślę, że wszystkie te tematy otacza naprawdę niepotrzebny poziom zakłopotania, który bardzo szkodzi kobietom, a którego od setek lat nie możemy się pozbyć.

KK: ,,Owoc Poznania” został wydany w Szwecji w 2014 roku, ale w Polsce ukazał się dopiero w 2023 roku, więc w zupełnie innej rzeczywistości. Cofnijmy się jednak w czasie i opowiedz nam, jaki odbiór spotkał twoją powieść wtedy?

LS: Ta książka miała bardzo pozytywny odbiór w Szwecji w 2014 roku. Myślę, że trafiła w moment, gdy wiele kobiet w Szwecji pragnęło tego rodzaju dyskusji. Dostałam dużo wiadomości, listów i komentarzy od czytelniczek i czytelników, którzy wyrazili uznanie dla tej powieści, jej formy i konwencji. Oczywiście były również grupy w Szwecji, które były nastawione negatywnie lub nawet oburzone jej tematem. Postanowiłam pójść o krok dalej, żeby zwrócić uwagę opinii publicznej na te kwestie i na stacji metra Slussen w Sztokholmie pokazałam kilka moich grafik z tej książki. Okazało się, że oczywiście ekspozycja na obrazy menstruujących kobiet okazała się nadmierna i wywołała wzburzenie, a nawet protesty – grafiki były kilkukrotnie niszczone, ludzie wylewali na nie farbę. Partia populistycznej prawicy w Szwecji –  „Szwedzcy Demokraci” – rozpoczęła dyskurs polityczny przeciwko takiej, ich zdaniem, „prowokacyjnej sztuce”. W jednym regionie Szwecji, gdzie partia uzyskała większość, wprowadzili nawet ustawę przeciwko „prowokacyjnej” sztuce publicznej ze specjalnym wyróżnieniem dla nurtu, który nazwali uwaga – “sztuką menstruacyjną”. Także jeśli chodzi o odbiór to na pewno powieść nie pozostawia nikogo obojętnym.

KK: To skoro mówimy już o tym nurtach w sztuce, to może powiesz coś więcej o okładce ,,Owocu Poznania”?

LS: Okładka jest parafrazą fotografii z performance’u austriackiej artystki Valie Export zatytułowanego Genital Panic z 1969 roku. W swoim występie była w pełni ubrana, ale wycięła trójkątną dziurę w spodniach przed genitaliami. W trakcie performance’u chodziła w ten sposób i trzymała broń. Widziałam zdjęcie z tego performance’u, gdy miałam jakieś 23/24 lata, i byłam zupełnie oczarowana tą fotografią. Uważam, że to było bardzo interesujące, jak Export w pewien sposób odwróciła całą historię sztuki. Kobiety zawsze były w pewnych konkretnych miejscach zakrywane, czy to małym listkiem, czy dłonią. Ona zrobiła coś zupełnie innego. Przedstawiła w pełni ubraną kobietę, pokazująca TYLKO swoje części intymne (a także trzymająca broń, co sprawia, że nie jest narażona na przemoc, nie jest ofiarą). To jest wspaniała fotografia i zrobiła na mnie ogromne wrażenie. W pewien sposób chciałam tą okładka złożyć Valie Export hołd, ponieważ jej podejście i estetyka w tym występie naprawdę mnie zainspirowały.

KK: Bardzo bawiły mnie twoje wizje świata przyszłości i spojrzenie UFO na ludzi i ich doświadczenia, ale chciałbym wiedzieć, jak prawie 10 lat po publikacji tego komiksu patrzysz na świat? W jakim kierunku zmierzamy? I jakie są najbardziej szkodliwe i wciąż aktualne stereotypy płciowe?

LS: Myślę, że jednym z bardzo szkodliwych zjawisk dla kobiet, które bardzo spotęgowało się w ciągu ostatnich lat, jest inwazja „obrazu” generowanego i nieustannie udostępnianego za pośrednictwem mediów społecznościowych. Jednym z rezultatów tego zjawiska jest wytworzenie się jakichś upiornie idealistycznych wizji życia i wzorców wyglądu, które dla niektórych oznaczają funkcjonowanie w terrorze ciągłej presji na bycie piękną, szczupłą, seksualnie pożądaną itp. To strasznie przykre, że młode dziewczyny cały czas porównują się z innymi. Ciągle robią sobie zdjęcia, wrzucają w ten wirtualny świat, który oferuje im jakąś złudną gratyfikację. To budowanie poczucia własnej wartości na sumie kliknięć ,,lubię to” jest niepokojące. Inny temat, który też bardzo mnie interesuje i nad którym pracuję, to kultura szeroko pojętego wellnessu i samopomocy. Wydaje mi się, że obecnie bardzo potrzebujemy krytycznej dyskusji także na ten temat, bo to wszystko zdecydowanie nie służy naszemu zdrowiu.

 

Z Liv Strömquist o powieści graficznej „Owoc poznania” rozmawiała Kinga Kozaczka. Powieść wydało wydawnictwo Timof i cisi wspólnicy, ze szwedzkiego na polski przetłumaczyła ją Kasia Syty.